Bajkowy świat Zeze…
Dnia 5 kwietnia 2011r. miałam przyjemność obejrzeć w Teatrze Polskim w
Bielsku-Białej spektakl „Moje drzewko pomarańczowe”, który został
wyreżyserowany przez Roberta Talarczyka. Jego premiera odbyła się 25
kwietnia 2010 roku. Przedstawienie jest adaptacją brazylijskiej powieści
Jose Mauro de Vasconcelosa.Kiedy w sali zgasły światła, przeniosłem się w świat pięcioletniego chłopca Zeze. Akcja rozgrywa się w domu, gdzie panuje bieda i przygnębienie. Rodzina chłopca i sąsiedzi nie są dla niego mili, starszy brat i siostra również go nie rozumieją. Szuka więc ucieczki od szarej codzienności i krzywdy. Chłopak przenosi się w świat wyobraźni. W swym wymyślonym świecie na przyjaciela wybiera drzewko pomarańczowe. Roślina jest piękna, kolorowa i co najważniejsze - zawsze może go wysłuchać. Zastępuje przyjaciela, którego brakuje mu w realnym życiu. W swój bajkowy świat próbuje przenieść też młodszego brata Luisa, wymyślając mu różne zabawy. Zmiany w życiu dziecka następują dopiero po poznaniu Portugala. Mimo początkowych nieporozumień, człowiek ten staje się jedynym dorosłym, który stara się zrozumieć małego Zeze i zaprzyjaźnić się z nim. Wspólne łowienie ryb czy też rozmowa przywraca małemu chłopcu wiarę w to, że świat dorosłych nie jest taki zły. Portugal zachwyca się niesamowitą wyobraźnią oraz wielkimi możliwościami malca, natomiast dziecko zyskuje prawdziwego przyjaciela, któremu może zaufać.
Twórcy sztuki dostarczyli nam wielu wrażeń. W role Zeze wcielił się Kuba Abrahamowicz. W ciągu chwili z mężczyzny w garniturze zmienił się w małego psotnika. Jego gra była bardzo wiarygodna i urzekająca. Przekonujące postacie stworzyli również inni aktorzy. Jerzy Dziedzic zagrał bezrobotnego ojca, rola matki przypadła Barbarze Guzińskiej. Siostrę Glorię zagrała Kinga Pruska, ponurego starszego brata – Filip Górski, a małego braciszka Luisa – Jakub Ryszka. W roli eleganckiego Portugala, który nadał nowy sens życiu Zeze, wystąpił Kazimierz Czapla, obdarowując swą postać dużą dawka ciepła i serdeczności.
W przedstawieniu spotykamy się z wieloma zabawnymi scenami, wywołującymi śmiech widza. Nie brakuje jednak takich, które nas wzruszają i skłaniają do refleksji. Duże znaczenie w sztuce odgrywa scenografia. Pomysł, aby skinieniem dłoni chłopak stwarzał dachy domów i latarnie, zaskakują widza. Gra kolorami pomaga przenieść się w fantastyczny świat małego bohatera. Scenograf Bartosz Skoczkowski wykonał dużą pracę. Brawa należą się też Barbarze Malince, przygotowującej kostiumy. Muzyka Jerzego Hofmana wprowadza odpowiedni klimat w zależności od momentu akcji, na przykład dźwięki katarynki przenoszą nas w świat dzieciństwa.
Zachęcam do obejrzenia tego spektaklu. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Dorośli uśmiechną się do swych wspomnień i może spojrzą na dzieci z większą pobłażliwością, zaś młodsi widzowie uświadomią sobie, że życie małego chłopca też może być trudne. Sztuka pozwala również zrozumieć wielką siłę wyobraźni i przyjaźni, bawiąc i wzruszając na przemian. „Moja drzewko pomarańczowe” naprawdę warto zobaczyć.
Dawid
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.