„Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”- recenzja „Ślubów panieńskich”

 22 października 2010 roku wraz z koleżankami i kolegami udałam się do kina ,,Kinoplex” w Bielsku – Białej, aby obejrzeć adaptację komedii Aleksandra Fredry z 1832 roku pt. „Śluby panieńskie”.
 Film w reżyserii Filipa Bajona opowiada o dwóch młodych pannach -  Klarze (Marta Żmuda Trzebiatowska) i Anieli (Anna Cieślak), które składają śluby, że nigdy nie wyjdą za mąż. Jednakże Gustaw (Maciej Stuhr) i Albin (Borys Szyc) mają w stosunku do nich inne plany.
Na początku Gustawa nie interesuje żadna z nich, lecz gdy chłopak dowiaduje się o ich postanowieniu, pragnie zdobyć serce Anieli. W tym celu udaje, że jej nie kocha, a darzy uczuciem inną kobietę, z którą koresponduje.
Z kolei Albin robi wiele, aby być z Klarą. Jednak jego starania nie dają efektów. Za radą Gustawa zaczyna udawać, że dziewczyna jest mu obojętna.
Na końcu, jak to w komediach romantycznych bywa, zakochane pary są razem szczęśliwe i pogodzone.
Film świetnie pokazuje ponadczasowość utworu Fredry. Relacje damsko-męskie w wielu przypadkach nie uległy zmianie od XIX w. Filip Bajon podkreślił ten fakt, wykorzystując współczesne gadżety takie jak telefon komórkowy i samochód. Jednocześnie dzięki pięknym kostiumom (Małgorzaty Braszki) i realistycznej scenografii (Anny Wunderlich) wierzymy, że znajdujemy się w dziewiętnastowiecznej polskiej wsi.
Warto obejrzeć ten film również z uwagi na finezyjną grę aktorów, którzy przybliżyli współczesnemu widzowi znakomity tekst Aleksandra Fredry.
A.A

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.